|
Archiwum
![]() |
wtorek, 27 maja 2008
MIŁOŚĆ MATCZYNA...
„ Miłość Matczyna”
Miłość…kto jej nauczy, jeśli nie znalazł się do tej pory taki śmiałek…. Miłość…..czy można kochać tylko troszkę…tak na kawałek…. Miłość…. Czemu jest tak bardzo potrzebna człowiekowi…. I średniemu…-jak ja- dziecku….i niemowlakowi….. Mamo….dziś piszę do Ciebie te małe słowa… Od Miłości się zaczęły…bo to sprawa wiadoma… A nie ma przypadków….
A jednak…znalazła się na świecie osoba…. Dana od Tatusia z góry….bo mu się podoba…. Żeby ludzie na ziemi się kochali….. I wzajemnie w ramiona się oddawali…. On, czyli Tatuś wiedział….że jestem tak kruchym dzieciątkiem…. Że do wyrośnięcia….potrzebuje mama x 3….czyli trzy mamyJ
On jedyny wie co robi….pozbawiając mnie częściowo uczuć córeczki jednej mamy….dał mi dwie następne….aby nauczyć się kochać tą pierwszą mamę, i przy okazji nauczyć…kochać siebie i doświadczyć tej prawdziwej matczynej miłości.
Bo jak dziecko nie doświadczy troskliwej rodzicielskiej miłości…sam nie będzie umiał tak kochać….dlatego tak właśnie Pan zrobił…..
Oprócz tej pierwszej mamy, która mnie urodziła…..pozostają więc te dwie kolejne….. Jedną z nich jest mamą i moich pozostałych dwóch mam….i wszystkich innych…a co w tym najpiękniejsze, bardzo mnie kocha…mimo, że oprócz mnie ma jeszcze mnóstwo innych dzieci, o których tez musi pamiętać….ach tak…MaryjaJ A trzecia mama?....za tą trzecią dziękuję Tatusiowi, w sposób szczególny…..bo jak dwie pierwsze mamy, ma każdy bo są niezbędne by dzieciątko pojawiło się na świecie….. tak tą trzecią mamą nie każdy zostaje obdarzony…. i nie wiem do tej pory… czy Tata, mi sam pozwolił wybrać swoja duchową mamę….czy Sam mi ją dał…..jedno jest pewne….chciał bym Ją miałaJ…..
Ten liścik dedykuje tej swojej duchowej mamie…. Która…mimo kilometrów, ciągle przy mnie jest…..duchowo….a to się czuje….. Która, kiedy trzeba przytuli, a kiedy trzeba nie spauzuje… A wszystko z miłości…
Kochana mamo, dziękuję, że Jesteś…wiedz, że bardzo Cię kocham…. I dziękuję Bogu za Ciebie…każdego dnia…… I przepraszam za moje czasem tak nieporadne, kruche, słabe serce…… Serce które jednak w miłości chce i trwa…. Chciałabym, żebyś kiedyś mogła być ze Mnie dumna…. Mamo…. Twoja duchowa córeczka;*
środa, 19 marca 2008
JEZUS ZMARTWYCHWSTAŁ!!!! ALLELUJA!!!:)
Kochani!!!
Zbliżają się Święta Zmartwychwstania PańskiegoJ Dla mnie jest to szczególny czas :)....
Bóg chce do nas mówić…..poprzez konkretne słowa i wydarzeniaJ
W tym szczególnym, błogosławionym czasie, zatrzymuje nas przed obrazem „Życia, które możemy uzyskać jedynie poprzez krzyż”….. Ktoś by mógł rzec, dlaczego taki paradoks….
Zobaczcie kochani….. Jezus umiera za nas na krzyżu………….po pierwsze czyni to z wielkiej miłości do Nas, tak bardzo kocha Ciebie i Mnie…..ze poświęca dla nas swoje Zycie….swój tytuł, honor……swoje Imię…..czyli CAŁEGO SIEBIE.... Przecież Krzyż w czasach Jezusa był czymś hańbiącym, na taka karę byli skazywani jedynie najgorsi złoczyńcy………-a wiec Bóg miłujący swoje dzieci…który nie boi się krzyża- …….zobaczcie kochani jak ładnie wychodzi nam teraz druga sprawaJ…….Bóg biorący krzyż!...od tej pory krzyż nie jest już znakiem hańby…..kary….ale miłości……… ”kto chce iść za mną, niech weźmie swój krzyż „…”niech mnie naśladuje”…..co więcej zobaczcie, ze Jezus zaprasza Nas, by iść za Nim……..by iść Jego drogą…zaprasza nas do dźwigania krzyża, bez leku, bez strachu…ale z odwagą!…..
Krzyż –moi drodzy staje się wiec symbolem miłości….ale nie takiej miłości….jaka my pojmujemy…..MIŁOŚCI BOGA SAMEGO…….kochani i tutaj warto się zatrzymać….BOG CIĘ KOCHA, JESTES DLA NIEGO SZALENIE WAZNY……uwierz w to, uwierz w krzyż, wreszcie…….uwierz w Jezusa….Tego, który umiera za i dla Ciebie….ale uwaga…….i Zmartwychwstaje DLA CIEBIE!!!...JEZUS POKAZUJE CI DROGE……
Życzę i Wam i sobie…, aby Jezus Zmartwychwstały nas przemieniał, żeby budził nasze serca…..Jezus chce być przy każdym z Nas, konkretnie -chce być właśnie przy Tobie!!!:) - o tak, możesz się teraz uśmiechnąć szczęściarzu:) => Bóg Cię kocha:) Moi kochani….myślę, ze czas zmartwychwstania zachęca nas tez, żebyśmy się nie bali, nie lękali….powstawać z upadków…….żebyśmy nie bali się rodzić na nowo dla Jezusa…….
Każdemu życzę dobrze przeżytych świat……w sercu, warto się otworzyć….powiedzieć : "Jezu chcę, byś narodził się także w moim sercu, byś usunął we mnie to co martwe, uzdrowił to, co chore……żebyś Zmartwychwstał w moim sercu. Amen.”
Z pamięcią w modlitwie i uśmiechemJ
BeataJ
piątek, 30 listopada 2007
Smutny?....
Smutny….
Przyszedł smutny do Pana Boga…. Chciał by Pan Go pocieszył…. Lecz zadrżała jego noga… Zwątpił bowiem, czy jeszcze wierzy…..
Ale poszedł, tyle inni mu mówili, Że Pan Bóg jest dobry… Więc poleciał, ukląkł przed Nim… Powiedział „Dzień dobry”
Bóg przytulił serce smutne, serce tego człeka I powiedział:” Kocham Ciebie… Ojciec zawsze czeka….”
Smutny nie zrozumiał Boga, „Kochasz mnie, a za co?, Przecież jestem brzydki, chudy…. Ludziom obojętny… I Zamknięty w swej cichości… Jednym słowem wstrętny!”
Drogie dzieci, jak myslicie? Co Pan Bog uczynił? Wziął na swe rece smutnego…. Mowiąc te słowa do Niego: „Jesteś dla Mnie wyjątkowy – nie ma nikogo takiego jak Ty! Jesteś dla mnie jedyny – kocham Cie tak, jkabys tylko ty był! Jesteś dla Mnie moim dzieckiem – to właśnie Tobą pragnę się opiekować!
Kochany! Nigdy nie myśl, ze jestes wstrętny….jestes piekny!!! Nigdy nie smuć się, z powodu samotności… Nie Jesteś sam!, bo ja zawsze jestem przy Tobie! Nigdy nie uważaj swej nieśmiałości za wade…. To w ciszy, jest największy skarb człowieka… W ciszy JA Jestem obecny…..w ciszy możesz Mnie usłyszeć…. A JA chcę….byś Mnie słyszał…. Nigdy nie mysl, ze jestes obojętny…..bo nie byłes taki dla Mnie, nie jestes, i nie będziesz…. Kocham Ciebie, i w każdej chwili przy Tobie Jestem, żadna chwila Twego zycia, nie jest dla Mnie obojetna!
Nigdy, nie brzydź się swoim wyglądem! Pamiętaj, ze umyśliłem Ciebie sobie, nim począłeś się w łonie matki! Stworzyłem Cie, chciałem Byś był… I jestes taki, jakim pragnę żebyś był!!! Każdy szczegół był przeze mnie umyślony…..jesteś taki, bo właśnie takim Cię zapragnąłem!!
Kochane Dziecko…. Ja mam moc uzdrawiania, przemieniania…… Nie boj się! PRzemienie Cie… Odtąd nie będziesz już smutny…taki jaki do mnie przyszedłeś…. Uzdrawiam Cie….odtąd będziesz szczęśliwy!!
Bo ja uzdrawiam, ja przemieniam, JA JESTEM PRZY TOBIE OBECY CAŁY CZAsJ”
Co mógł zrobić owy człowiek……?? Czy nadal był smutny?. .taki jak na początku naszej historyjki? Pan Go przemienił… Stał się wesoły…. Również i my czasami jesteśmy takimi smutasami, którzy pragną Boga…
Nie bójmy się do niego wtedy pójść….
On czeka na nas…..aby nas przemienić…
A może ten smutek, to był dar? Dzięki niemu…..człowiek, przyszedł i otworzył się na BogaJ
Bóg otwiera się na Nas…czeka….
Tylko…czy ty przyjdziesz??? Pozdrawiam Cię wesoły człowieku……….
niedziela, 26 sierpnia 2007
niedziela, 10 czerwca 2007
Przychodze do Ciebie
Przychodzę do Ciebie:* Przychodzę dziś Panie do Ciebie, ..przychodzę taka jaka jestem…… Przychodzę, żeby ci powiedzieć, ze…….. Że jest mi dobrze z Tobą, Że lubie kiedy mówisz mi „przyjdź, chce byś do mnie przyszła, byś się do mnie przytuliła w najświętszym sakramencie…tak Ciebie mocno kocham, stęskniłem się za Tobą” A wiec jestem, przyglądam się Tobie….. …tak uroczo plynie czas przy Tobie…….. I tylko przy tobie………. W Twoich ramionach………. Przychodzę do Ciebie, Bo ty mnie zapraszasz…….. Wiesz doskonale, ze jestem slaba…. Znasz moje lęki, godziny nieufności, odejścia…. Ale ty się cieszysz, bo przyszlam….. Ja tez się ciesze, ze mnie zaprosiłeś………. Przyjde Panie zawsze, kiedy mnie zawolasz……… …hmmm….odpowiedziec tak mojej jedynej miłości?? Kocham:*
„Przyjdź, tak mocno Ciebie kocham, stęskniłem się za Tobą!:)” Pan Jezus:)
Na podstawie powyższego wiersza, została zrobiona prezentacja, bardzo serdecznie zapraszam do jej obejrzenia....oto link: http://www.manta.univ.gda.pl/~gdemecki/Przychodze_do_Ciebie.ppt wejdz, zobacz, zastanów sie i podaj dalej:):) badźmy apostołami Jezusa Chrystusa:)
poniedziałek, 19 marca 2007
„Obraz Miłosierdzia Bożego” Jakże piękna postać jaśnieje, Ukazana za pomocą płomieni, Jakże moje serce się śmieje, Gdy oczy widzą światło spod cieni, Twe oblicze wznosi mój umysł, Moja dusza Tobie niech służy, Jestem Twoja, zrób ze mną co zechcesz, Jam ci wierna, poddana katuszy, „Miłuje cię Córko, czy ty to wiesz?” A jam ci nie dłużna i w sercu i w mowie, Powiadam: „JEZU UFAM TOBIE, I zanadto ci ślubuje, Że me serce cię miłuje! Potem nadal zerkam w ciebie, Mój wzrok wpatrzony w płomienie, I ma dusza jakby w niebie, Składa Bogu dziękczynienie, Jakżeś śliczny jesteś Panie, Ręką swą mnie błogosławisz, Miłosierdzie Twe jak zmartwychwstanie, To Ty Jezu mnie wybawisz! Krew i woda Cierpienie i niewinność, I ta biała szata, Niby prostotą oznaczona, W wielką miłość jest bogata, Twoim miłosierdziem ochrzczona. O jakże Ty Panie jesteś mi drogi! Jakże serce moje woła za Tobą, Poprowadź mnie, broń od przestrogi, Ja jestem tylko twoją osobą.
O jakże Święta Faustyna, Dogłębnie poznała Twoje Miłosierdzie, Pragnę być jej uczennicą I miłości Twojej głosić orędzie! Spraw by usta moje o Tobie mówiły, By ręce moje dla ciebie czyniły, By moje uszy słów Twoich słuchały, A nogi szlakami Twoimi stąpały! Na znak Miłosierdzia Bożego, Wpatrzona w Twój obraz niebiański, Pragnę na pamiątkę słowa wiecznego, Dedykować ci powyższy wiersz chrześcijański! (2006r.) - - Beata T. - 222
wtorek, 23 stycznia 2007
Pielgrzymowanie....... czyli prosto w ramiona CHRYSTUSA :)
Pielgrzymka życia, czym jest nasza podróż, dokąd zmierzamy?.... pielgrzymka fundamentalnej prawdy.... której pierwotną definicję wymyślił Pan Cogito, a czym jest nasza wycieczka?...ciągłe zmierzanie, posuwanie sie w czasie histori.... oraz ciągła walka z przeciwnościami..... Kochani moi, można byloby zadać sobie pytanie, jaki jest sens naszego pielgrzymowania..... w dzisiejszych czasach, bardzo często możemy spotkać sie z hasłem "pielgrzymka", i bedzie to zapewne okreslenie, jakiejs zorganizowanej najczęsciej kilkadniowej podróży na Jasną Górę lub np do Krakowa.....na takiej pielgrzymce, czlowiek doswiadcza różnych stanów....przechodzi radość, zalamanie... a czy nie jest identycznie, z naszym codziennym życiem.... jednego dnia świeci nam słońce, kolejnego nadchodzi burza....wszystko sie "wali".... jedno jest pewne, pielgrzymka to nielada zadanie, trzeba sie zmagac aby dojsc do upragnionego celu..... wiec, owe pytanie....."po co?, dlaczego pielgrzymujemy?", zajmuje istotne znaczenie dla naszego człowieczństwa:) Jeśli uświadomimy sobie, że nasza nieustanna, często ciężka droga prowadzi do nieslychanej, potężnej miłośći, zrozumiemy istotę naszego pielgrzymowania.... jeśli pokochamy z całego serca naszego Ojca, i zaufamy Mu, On bedzie nam towarzyszyl na naszej drodze, czyż to nie piękna prawda? kochani, życzę wam, abyście w swoim codziennym pielgrzymowaniu, zapraszali do swojego serduszka Pana Jezusa:)...Niech On bedzie z wami, a wasze życie nabierze niesłychanej wartości...... a pielgrzymka stanie się drogą miłości, która zakończona bedzie w ramionach Chrystusa...i tego Wam kochani życzę z całego serca:) kochani.....idźmy prosto w ramiona CHRYSTUSA, niech nasze wspólne pielgrzymowanie łączy wzajemna modlitwa o codzienną wierność CHRYSTUSOWI:) AMEN:)
poniedziałek, 22 stycznia 2007
środa, 10 stycznia 2007
Panie, Ty Jesteś moją Miłością:)
Miłość.....zarodek uczucia , pełnia doskonałości, kwiat w morzu zielonego trawnika ptak w otchłani niebieskiego zenitu, mrówka w kopalinach podziemi, Tak, tak Panie, oto ja...... oto ja, stoję u Twych drzwi i kołaczę......... bo pragnę nieziemskiej miłości Twojej..... bo jestem prochem niedoskonalosci, turystą spragnionym Twej bliskości....... bo jestem, jestem dlatego bo Mnie chciałeś............... Oto jestem Panie, z moimi słabościami, z moim lękiem............ i niedoskonałościami.......... z moim usmiechem, z moimi ranami, z moimi troskami............ moją winą, z moimi wadami............. Jestem Panie, bo ty chciałeś mnie............ cóż mogę Ci powiedzieć....... cóż mogę dać ci wzamian........... swoje serce................"zostaw wszystko co masz, i pójdź za Mną" Kocham Cię Panie............... na Twą miłość zawsze odpowiem TAK:) choć czasem ta miłość jest trudna i niepojęta............. czy jednak umysł ludzki nie jest po to, by pojmowanie rzeczy boskich pozostawić Stwórcy? Panie, Twa miłość wymaga poswiecenia, ale uczucie jest silniejsze od prób na morzu życia,.................. spraw by moje serce miłością obdarzało Cię na tyle ile pozwolisz, i na ile będzie Twoja wola.... ...spraw, aby własnie moja miłosc polegała na dobrym wyborze............... wyborze Twojej woli, jaka kolwiek nie będzie................ moje serce oddaję Tobie................ Miłuję Cię Panie......... Teraz....... i zawsze...... i na wieki......... wieków............ AMEN
czwartek, 21 grudnia 2006
wesołych świąt:)
Wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku....a specjalnie dla was............prezenik.........kruciótki wierszyk:)
Pan "ktoś" zobaczył jak drzewko zielone, jest nieszczęśliwe, bo całkiem gołe, pomyślał sobie.....roślinka piękna.... trzeba ubarwić grudniowe święta...... postanowił ubrać drzewko, by było radosne....... roślinka sie orzywiła i poczuła wiosne.... Pan "Ktoś" nazwał piękną postać,- ta się roześmiała..... nowę nazwa "choinka" jej się spodobała........ choineczka radosna....promyczkiem przyciąga..... i prezenty pod swe nóżki dla dzieciątek ściąga...... a dzieciątkiem Pana Boga jesteś ty kwiatuszku....... więc ci daruje prezencik na duchowym łańcuszku......... przyjmij ode mnie życzenia Bozej łaski i opieki....... byś pamietał że Pan ciebie kocha na wieki.... Panem "Ktoś" wiesz zapewne że jest sam Póg tylko on tak super czas nam podarować mógł!!:) On pokochał Ciebie bardzo.....z Tobą zawsze jest i będzie....... bądz z nim w świeta i po świetach...na wieki i wszędzie:) Zobacz!!! Dał Pana Jezusa nam, na nasze podobieństwo....... byśmy mogli mieć tatusia, jak małe maleństwo:)
papa:)
niedziela, 17 grudnia 2006
Droga
Jedno króciutkie słówko: "Droga", składające się zaledwie z kilka literek, głosek, sylab, co oznacza droga? Czym jest? Po drodze samochodowej, jeżdżą zmechanizowane pojazdy..... leśna dróżka służy do ułatwienia w poruszaniu sie po terenach trawiastych, drogą można nazwać odcinek jaki pokonuje się z domu do szkoły i z powrotem... co to jest droga? Droga jako wartość mająca charakter daru, czyli darmowego prezentu... czyż nie mówi się często, że droga w sensie mataforycznym......to życie człowieka? Droga - prosty rzeczownik, mający sens dosłowny i metaforyczny.... jakie są rozgałęźienia drogi?....jaką drogą mam kroczyć...........przecież Pan wybrał dla mnie określoną drogę, określone miejsce w świecie, mam być określonym człowiekiem, który ma słuzyć i być dla innych..... Kochani...czy nie jest tak, że gdy kończymy jakiś etap w życiu, przychodzi refleksja co dalej? w jaką stronę mam skręcić? w prawo? w lewo? a może moja droga nie ma w tym momencie zakrętu i mam iść prosto? człowiek błądzi........ człowiek boi się drogi..... boi się ze myśli o tej drodze, która nie jest dla niego..... boi się, ... Droga......nie zmierzam do jakiejś prawdy stwierdzonej, do definicji, do odpowiedzi......bo takiej nie ma.................. droga, czy teraz widzicie jej tajemniczość? z jednej strony, jest to rozkwitająca się tajemniczośc...symbolizująca piękno zjawiska, a z drugiej? czyż właśnie to co jest tajemnicze, nie jest gorzkie, złe, podstępne. Bo jak można czuć się bezpiecznie przed niewiadomym........ jaka jest moja droga?, kochani kto z was może odpowiedzieć sobie na to pytanie, ze 100% pewnością...... Pan do czegoś cię powołuje, chce byś został lekarzem, kosmonautą, mechanikiem....dla każdego z nas ma indywidualną drogę!:) Czym ten indywidualizm się przejawia? Pan patrzy na Ciebie wyjątkowo, dla Pana nie ma dwóch identycznych osób. Dla każdego Pan ma inną drogę.....Oczywiscie jest tyle milionów i miljardów dróg, Pan pozwala się im splatać....poznajemy wspaniałych ludzi......dzięki którym stajemy się silniejsi , lepsi..........ale mimo podobieństw, wspólnych ścieżek....każdy ma swoją drogę!!! W polsce mamy miljardy polonistów uczących w szkolach...ale każdy z nich ma inną specyfike powolania....czy ktoś może mi podać dwóch takich samych polonistów? Nie, oczywiście, że nie....jeden będzie zdystansowany, i wymagający, inny ciepły, otwarty.......czy to oznacza że ten pierwszy jest gorszy? nie, jego powołanie odbywa się w innych realiach....Pan ma dla niego inne zadanie....tak samo jest z powołaniem do życia w rodzinie, lub w samotności......jest tak dużo rodzin......najczęstsze powołanie, ale jakże piękne......każdy powołany do małżeństwa jest specyficznie powołany do życia w rodzinie............... Jesteśmy niepowtarzalni....nie ma dwóch takich samych osób na świecie...........dlatego nie ma dwóch identycznych dróg..................... Istnieje też powołanie do życia konsekrowanego. Zróżnicowanie zakonów, również pozwala na róznorodność i wyjątkowość powołań tego rodzaju, Są zakony czynne, czynno-kontemplacyjne, kontempalyjne....Pan dla każdego z nas ma spesyficzne powołanie.............. Możecie mnie zapytać, dlaczego? Co mnie zainspirowało do napisania na temat Drogi, gdzie i tak zakończe pytaniem "jak odnaleźć drogę?..."...chcę ten prosty, najzwyczajniejszy tekst zadedykować moim siostrom (one wiedzą już o kogo chodzi).....dziękuję że ze mną jesteście...........nie jest prosto rozpoznać własny szlak....nasze drogi teraz są złączone....wierzę że w pewnym sensie zawsze będą sie nakładać....życze wam wszystkiego najlepszego......na drogach, które wam sie szykują.......drogi, upodabniają sie do pielgrzymowiczów.....będą tak piękne...jaka jest wasza łaska wiary......pisałam o specyfice powołania...........skomplikowana jest dusza moja............i Pan działa w niej w sposób dla mnie skomplikowany........ale niech droga, nad którą podmiot liryczny tego tekstu się zastanawia....będzie wolą samego Pana najwyższego, bo tylko wtedy można być szczęsliwym.....dziekuje za to że jesteście przy mnie i wpieracie mnie.Bądźcie ze mną nadal, tak jak ja z wami jestem i będę...:) ...nie zapominam o was kochani....którzy to czytacie...przepraszam, że ten tekst jest na takim podstawowym poziomie..........nie chodzi mi teraz o artystycznosc i pieknosc moich wywodów....ale o wysłowienie mojej refleksji....po spedzeniu czasu z moimi "siostrzyczkami"(uwaga!nie mylic z zakonnymi, to sa Dorota i Amanda, poznaliscie je, gdy reklamowalam stronke dziewczyn z Bordeaux ze zdjeciem)....kochani bądzcie szczęsliwi, w odkrywaniu woli Bożej......to nie jest proste, człowiek jest tak skonstruowaną postacią, ze jej specyficzne potrzeby (pomijając fizyczne)to min, w gorącej wodzie kąpana ciekawość...... Panie,daj poszukującym łaskę wytrwałości i cierpliwości, a w momencie dla ciebie właściwym rozświetl nam nasze drogi,niech moja wola i każdego poszukującego będzie Twoją wolą, 'wszak nie tak jak ja, ale tak jak ty niech sie stanie'... Amen
sobota, 25 listopada 2006
"Współczesny Dawid"
Witam, mam nadzieje, że zrozumiecie sens metaforyczny owego opowiadania... tekst został napisany jakiś czas temu, porusza ważny temat patologii rodzinnej, bohaterstwa dzieci uwikłanych w anormale otoczenie domowe... Historyjka łączy się ściśle z księgą samuela w starym testamencie pisma świętego, porusza bohaterstwo Dawida oraz jego przeciwnika Goliata. Dawid był mamym chłopcem, Goliat potężnym wojownikiem, którego wszyscy się lękali....po ludzku absurdem jest wygrana z ową potężną istotą.....jednak nawet najsłabszy zewnętrznie może wygrać z czymś czego się niesamowicie boi.....jeśli zaufa Bogu, odda się jemu całkowicie..... kochani uwierzcie...przeczytajcie poniższe opowiadanie...powierzcie się Temu z góry, spróbujcie.... "Współczesny Dawid" Każdy ma w swoim życiu takiego "stfora", na myśl którego, odechciewa się mu żyć. Przychodzi wówczas strach i paraliż odwagi duchowej człowieka. Jeżeli jednak ofiara, wie jakimi słabościami, cechuje się jego potwór, jest w stanie pokonać swojego "Goliata" i iść krokami dzielnego "Dawida"... ...-"Panie Boże pozwól, i pozwól mi pomóc..., pomóż mojemu tatusiowi, niech już nie rusza nigdy tej "oranżadki", ja wiem, że to przeze mnie...pozwól mu mnie pokochać...." Piękny monolog małej Ani zostaje przerwany...-"I co ty tam znowu gadasz, sama do siebie? Anka mówiłam ci przecież, że masz być cicho! Szanuj choć Ojca, bo mnie już dawno przestałaś szanować !" -"mamo, mamusiu....", -"Boże! Dziecko nie rozumiesz? Zamknij się choć na chwilę..., no? No co chciałaś, mów że - tylko szybko!" -"Boli mnie ręka, nie mogę nią ruszać, coraz bardziej..." - "wiedziałam!!! Marudzić będziesz , czyż tak? Najpierw narażasz się ojcu, a potem narzekasz. Po co weszłaś mu w drogę, wiedziałaś, że był pijany!" -"Mamo, ja potrzebuje..." -"cicho bądź !!!"- to ostatnie słowo obudziło "Czarnego psa"- biblijnego Goljata Ani. Czarny pies wstaje, ostatkami sił próbuje złapać równowagę, sięga jeszcze po następny, pełny kufel "oranżadki"- opróżnia go w 1 sekundzie, potem idzie, ma cel, chce dojść do małego pokoju, chce dojść do Ani, przecież należy się jej kara, a on ją musi wymierzyć, musi być sprawiedliwy... Droga z jego legowiska do siedziby Ani jest naprawdę trudna, on sam się dziwi, że chce mu się ją pokonywać..., omija fotel, szafę, już nawet widać korytarz..., nagle na przeszkodzie stoi krzesło. Czarny pies potyka się o nie, przewracając na ziemię, własne ciało..., przy jego postaci już widać dzielnego 'Dawida" - "Tatusiu, ja niechciałam, tatusiu, przepraszam, będzie dobrze, zobaczysz!..." -" Co będzie dobrze, najpierw budzisz zmęczonego ojca, teraz go przepraszasz? Jak śmiesz!" KLAPS, Ania dostaje w twarz, Czarny pies się podnosi, krzyczy coś o nauczce, o karze, o sprawiedliwości, łapię Anie za jej chorą już rękę woła: -"Pomóż mi" W tym miejscu zrodziło się we mnie pytanie, ileż słów potrzeba aby można było kogoś uszczęśliwić? Ania już nie jest smutna, Czarny pies przecież powiedział: "Pomóż mi!", teraz musi być dobrze, musi być!.... Nagle, szczerą nadzieję przerywa Czarny pies, a raczej jego krzyk- "Na co czekasz głupia dziewczyno, no uderz matkę, oddaj jej!", -"Tato, przestań nie..."- niedokończywszy zdania, na podłodze już leżała ofiara Carnego psa. Ten biblijny Goljat naprawdę się wtedy wkurzył, musiał uderzyć Anię, musiał ją popchnąć, przewrócić na ziemię, jak stołek, jak.... w każdym bądź razie, Czarny pies dokonał celu, wymierzył karę, dokonał sprawiedliwego działania. Czołgając się resztkami sił, do swej poprzedniej siedziby, położył się, tym razem spokojny o swój sen. Przecież nikt nie będzie go więcej budzić, bo kto? - Jeśli jego ofiara leżała na ziemi, w kałuży deszczu i czerwonych płatków śniegu. Z wargi jej i nosa, bowiem wyciekała krew, z jej niebieskich ślepi, strumienie wody, powszechnie nazywane płaczem. Ciszę wokół ofiary burzy głos matki: "-Całe szczęście, że ten pijak poszedł już spać. Nie budź go więcej! No, ale przynajmniej to cię czegoś nauczy...nie Anka? Anka co ci jest, boli cię jeszcze ta ręka, co? Hej, ty płaczesz? Ty bekso, nie masz 8 lat, żeby płakać z byle powodu, wstawaj już z tej podłogi, bo się przeziębisz!...A skąd ta krew? Dobra, usiądź chociaż, to cię obejrzę...ale nie myśl sobie, że będę twoją prywatną pielęgniarką. Usztywnimy ci tą rękę,a jutro pójdziesz do lekarza, bo ja ci nic nie poradzę. Co? To już 4 rano? Ty nic nie spałś, no wstawaj już z tej podłogi i idź spać!" Ania podchodzi do łóżka, z jej poprzedniego monologu, pozostała pamiątka - PAN JEZUS, w postaci małego krzyżyka, spoczywał na jej poduszce... ..."Mamo, czytałaś kiedyś, o tym jak Dawid pokonał, silniejszego od siebie Goljata?" -"Co ty dziecko opowiadasz, majaczysz już z tego przemęczenia..." -"Bo wiesz co, ja tez wygram ze swoim Goljatem bo ufam!" -"Naprawdę nie mam już do ciebie cierpliwości, co za dziecko, mówiłam ci że..." -"UFAM TOBIE PANIE JEZU!" - w myśli tym razem powiedziała dziewczynka, przyciskając znaleziony krzyżyk do siebie i z radosnym, pogodnym uśmiechem dodała na głos : Wygram tą walkę mamusiu, wygram napewno!" (lipiec 2005 r)
Kochani, czasem nam, ludzkim istotom wydaję się że coś nie ma sensu, nie ma sensu żyć, borykać się z problemami, czasem to co nosimy i nazywamy krzyżem jest dla nas zaciężkie, zatrudne ....nie do pokonania......wówczas spróbujmy powrócić do tej historyjki, bądź do biblijnej postaci "Dawida", bądźmy małymi Dawidkami, których siłę uświęca sam Bóg, zobaczycie, że staniecie się silniejsi...
Amen
czwartek, 16 listopada 2006
Jan Paweł II jako swiadectwo Miłosierdzia:)
.
Jan Paweł II – sługa miłosierdzia |